Powoli za sprawą dennej pogody za oknem dociera do mnie, że sezon 2016 dobiega końca.  
Dominującą myślą, która opisuje ten motocyklowy rok jest przekonanie pełnego wykorzystania sprzyjającej aury.

Wypad kończący rok 2016 robię w towarzystwie dwóch kolegów dosiadających BMW R1200GS i Hondę Crosstourer. Plan numer jeden zakłada przejazd przez Mazury w kierunku Bałtyku, a konkretnie Trójmiasta. Prognozy nas odstraszają – w całej Polsce zapowiadają piękne, letnie wręcz temperatury. Tylko na Pomorzu miało być zimno, mokro i pochmurnie.  

Własnie z tego powodu zamiast na zachód, obieramy kierunek na wschód.  

Ku dzikości północnych Mazur i Suwalszczyzny…

Zbiórkę ustalamy wcześnie rano w sobotę. Wyjeżdżamy ode mnie spod bloku w kierunku Mazur. Prowadzę chłopaków przez Przasnysz, Maków Mazowiecki, Chorzele, Myszyniec. Duże poranne zamglenie, nie przeszkadza w sprawnym przebiegu jazdy. Nie poddajemy się i bez marudzenia przemy do przodu. Pierwszy dłuższy postój wypada dopiero nad Krutynią. W Krainie Wielkich Jezior, aura daje nam nagrodę – wypogadza się. Korzystając z lepszych warunków pogodowych przez Mikołajki, Giżycko, Kętrzyn docieramy do restauracji Góra Wiatrów w Trygorcie, gdzie jemy smaczne dania i regenerujemy tyłki zdrętwiałe po kilkugodzinnej jeździe. Decydujemy na podstawie aktualnych prognoz, że na wschód pojedziemy mniej uczęszczanymi drogami.  

Tak też robimy – z Trygortu, bardzo malowniczą trasą dobijamy do Gołdapi, następnie na wschód przez Szypliszki witamy Sejny. Mazurskie trasy częściowo prowadzą nas szutrami, a po zmianie województwa na podlaskie ten trend nadal się utrzymuje. Będąc blisko Sejn, prowadzeni przez kolegę na GS’ie, zjeżdżamy w kierunku Rygoli. Tam dostajemy sporą dawkę luźnych nawierzchni – szuter, leśne dukty i piach. Dostajemy też więcej niż było w planie, bo w pewnej chwili prowadzeni przez GPS leśną drogą za zakrętem wita nas dwóch pograniczników – Panowie informują nas, że jesteśmy w lesie (no to już akurat wiemy) i że kilka chwil temu przejechaliśmy znak zakazu wjazdu. Z tego tytułu należą nam się pamiątkowe mandaty. Mamy niezły ubaw, bo jak się za chwilę okazało jesteśmy tuż przy pasie granicznym z Białorusią. Co więcej, gdyby nie kontrola strażników wpakowalibyśmy się w pas zaoranej ziemi. Odbieramy kwity i zawracamy do głównej drogi – dość szutrów na dziś.  

Szukamy noclegu w Augustowie. Mamy średnie humory po niedawnej akcji ze Strażą Graniczną, ale na szczęście Ogródek Pod Jabłoniami skutecznie je naprawia. To nie tylko komfortowe warunki noclegowe, ale przede wszystkim bardzo fajna restauracja i smaczna kuchnia. Sobotni wieczór mija w lokalu bardzo sympatycznie.  

Przywitanie z Podlasiem…

Augustów opuszczamy po śniadaniu udając się na południe – czeka nas dalszy podbój Podlasia, oby tym razem bez przygód o wątpliwej atrakcyjności.   
Przez Sokółkę, Krynki, Bobrowniki, bardzo słabo zaznaczonymi na mapie drogami wjeżdżamy nad urokliwy i prawie pusty Zalew Siemianówka. Stąd przez Narewkę i Hajnówkę, aż w końcu lądujemy w Białowieży. Przerwa na rozprostowanie nóg i kupno pamiątek. Z Białowieży prowadzę chłopaków nad rozlewiska Narwi – miejsca, które pierwszy raz odwiedziłem rok temu.
Tuż przed celem zatrzymujemy się na popas w restauracji Bajdarka (miejscowość Suraż) – świetna lokalizacja nad samą Narwią.

Chcemy odwiedzić Biebrzański Park Narodowy, jednak robi się się późno, więc decydujemy, że wracamy. Trzymając się zasady, że jedziemy drogami słabo zaznaczonymi na mapach (najczęściej to te białe, widoczne dopiero na dużym zoomie) wracamy w okolice Broka i Wyszkowa. Stąd mam już chwilę do domu

Podlasie to region, który dotychczas odwiedzałem głównie służbowo, nie skupiając się na jego walorach turystycznych. Po tym wyjeździe widzę jednak jak wiele podlaskiego pięknami mi umknęło. Na całe szczęście mogę w kolejnych sezonach odwiedzać Podlasie nastawiając się na poznawanie jego piękna. Wiem też, że chętnie skorzystam z tej możliwości. 

Galeria:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *