Lubelszczyzna, a w szczególności Roztocze, to jeden z tych regionów naszej Polski, dzięki któremu będąc tam z łatwością się relaksuję. Ciągnące się kilometrami pofalowane pola i łąki rzeczki, wsie i ogólna błogość powoduje, że wracam tu przy każdej możliwej okazji. Wróciłem tu też w miniony weekend.

Przez Sokołów Podlaski, wzdłuż Bugu docieram do Janowa Podlaskiego.
Zatrzymuję się na najstarszej stacji CPN w Polsce (dziś Orlen). Tankuję do pełna podziwiając ręczne pompy paliwa dumnie reprezentujące punkt czerpania paliw. Urządzenia są z 1928 roku i były w użyciu jeszcze w latach siedemdziesiątych XX wieku.

Z wspomnianego CPNu mam tylko dwa kilometry do drugiego ciekawego miejsca: Stadniny Koni Arabskich. Po tym kompleksie parkowo-koniarskim pospacerujesz z przewodnikiem lub bez. Bilet kosztuje 6zł od osoby. Na miejscu można przenocować i zjeść domowe polskie obiady (mnie osobiście urzekł odgłos schabu tłuczonego na kotlety dochodzący z garkuchni, oraz smak pomidorówki jak u mamy). 

Przechadzka po terenie stadniny bez przewodnika zajmuje niespełna półtorej godziny. Można do woli pooglądać i nawet pogłaskać konie puszczone w zagrodach. Słynne aukcje, są z pewnością wydarzeniem o wielkim prestiżu… czuć to nawet w zwykłą sobotę, gdy spaceruję ze świadomością, że to miejsce ma prawie 200 lat.

Białe plamy na Polesiu

Ze stadniny jadę podrzędnymi drogami zmierzając do Poleskiego Parku Narodowego i Pojezierza Łęczyńskiego. Wraz z Pojezierzem Włodawskim te trzy rejony stanowią białą plamę moich motocyklowych wyjazdów po Polsce. Celowo nie wspominam o jednorazowej wizycie w Okunince nad jez. Białym skąd  skutecznie wygonił mnie wszechobecny klimat Mielna, Łeby czy Władysławowa. Zdecydowanie lubię inny rodzaj wypoczynku. 
Poleski Park Narodowy to doskonała baza wypadowa dla rowerzystów lub piechurów – liczne ścieżki przyrodnicze i szlaki rowerowe dają możliwość aktywnego wypoczynku. Znajdzie się też rozbudowana mapa tras konnych. Jest zatem w czym wybierać, a dodając rozbudowaną bazę noclegową region ten staje się ciekawą alternatywą dla zatłoczonych kurortów. Decyduję się na podjechanie niespełna 40km do Woli Uhruskiej – jest to położona tuż nad Bugiem wieś z wieżą widokową na Dolinę Bugu. Wieczorem mogę w końcu napić się upragnionego zimnego piwka po całym, upalnym dniu w siodle Hanki.

 

Niedzielny poranek, obfite śniadanie w zajeździe Gibson, pakowanie i start w kierunku Jeziora Piaseczno koło Łęcznej. Tłoczne, ale nie tak oblegane jak Okuninka. Moja wizyta na plaży wzbudziła niemałą ciekawość, gdy w pełnym motocyklowym mundurku łażę pomostem pośród tłumu skąpo ubranych plażowiczów. Te pytania, czy nie jest mi gorąco zawsze mnie bawią 🙂 Odpowiadam wtedy ciekawskim: Tak, w stroju motocyklowym w 30 stopniowym upale jest gorąco jak cholera… 🙂

Spotkanie z mistrzem języka polskiego

Znad jeziora dziarskim tempem jadę na spotkanie z pewnym ciekawym osobnikiem. Chcę zobaczyć się z mistrzem języka polskiego – Chrząszczem ze Szczebrzeszyna. Wjeżdżam na szczebrzeszyński rynek gdzie robimy sobie z Panem Chrząszczem kilka selfie i pamiątkowych zdjęć. Mało kto wie (ja też nie wiedziałem), że chrząszcze w Szczebrzeszynie są dwa: jeden na rynku, drugi kilkaset metrów dalej – może nie w trzcinie, za to w krzakach 😉 Niedaleko drugiego chrząszcza znajduję galerię pamiątek roztoczańsko-chrząszczowych. Ręcznie wykonane przez bardzo gościnnych właścicieli. Z nieskrywaną radością kupuję kilka drobiazgów – wszechobecne chińskie suweniry mogą się przy nich schować!
Szczebrzeszyn opuszczam w stronę Zwierzyńca, skąd drogami Roztoczańskiego Parku Narodowego trafiam do Guciowa. 

 

Zagroda Guciów to mały, kameralny skansen zlokalizowany we wsi o tej samej nazwie. Etnograficzno-przyrodniczo-archeologiczno-meteorytowa mieszanka eksponatów na tak niewielkiej przestrzeni po prostu zadziwia. Oglądanie trwa około godziny, choć z początku wydaje się, że ze względu na tak mały obszar będzie trwało maksymalnie 15 minut. Jest to na pewno ciekawy pomysł na przerwę w drodze. 
A gdzie na Roztoczu warto zjeść obiad? Najlepiej w Pstrągu Roztoczańskim w Bondyrzu. Jest to sporej wielkości restauracja, tuż przy starym młynie. Miejsce bardzo fajne moim zdaniem, choć do dziś nie rozumiem dlaczego ktoś wpadł na pomysł, żeby zamówienia składać przy kasie. Kolejka, która temu towarzyszy to jakiś absurd. Na szczęście sporo rekompensuje rzeka Wieprz miło szumiąca do obiadu i ogólne sielskie otoczenie.

Cieszę się, że Roztocze pojawia się w moich planach wyjazdowych coraz częściej. Dotychczas omijałem też Lubelszczyznę, ale za sprawą Doliny Bugu, kilku pojezierzy i w sumie całkiem niezłej bazy turystycznej przekonuję się żeby zaglądać tu częściej. Z pewnością miniony weekend nie był ostatnim w tym sezonie kiedy zahaczam o ten region. Było fajnie, więc trzeba będzie kiedyś wrócić!

Galeria:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *